Potega podswiadomosci

Swoja przygode polegajaca na wspolpracy z podswiadomoscia rozpoczelam majac okolo 18 lat. Zanim jednak do tego doszlo interesowalo mnie wyszukiwanie w Internecie i czytanie cytatow oraz opowiadan o osiaganiu sukcesu. Bylo to mozliwe dopiero w momencie, kiedy mialam dostep do Internetu w domu. W czasach wczesniejszych, kiedy to przesiadywalam w bibliotece – nie bylam swiadoma, ze moze istniec swiat inny niz ten, w ktorym zyje. Bylam przekonana, ze musze zyc i postepowac wg schematu, jaki byl mi znany z domu czy ze szkoly.
Pewnego dnia znalazlam w Internecie cytat z ksiazki POTEGA PODSWIADOMOSCI – J.Murhpy. Postanowilam, ze dokonam zakupu tej ksiazki. I to byl najsluszniejszy wybor jakiego dokonalam w swoim zyciu. Ksiazka ta zupelnie odmienila moje zycie poprzez zmiane myslenia na ktore bylam pierwotnie nakierowana. Zaczelam testowac efektywnosc dzialania tresci w niej zawartych. Efekty byly zaskakujace. Czulam jednak, ze ludzie nie chetnie wierza w to w co ja zaczynalam wierzyc. Zmuszona bylam wiec trzymac w tajemnicy swoje marzenia, aby glosy z zewnatrz na wplynely na moja podswiadomosc i nie sprowadzily mnie na ziemie. Nie chcialam wracac do poprzedniej codziennosci. Wierzylam, ze jest we mnie cos specjalnego, cos co odroznia mnie od innych. Bylam na tyle silna, zeby zaufac mocy wszechswiata.
Wspolpracujac z ksiazka J.Murphiego udalo mi sie podjac wiele waznych decyzji oraz wyzwan. Nabralam pewnosci siebie, ktorej poprzednio mi brakowalo. Wyszukiwalam prezentacji, szkolen i warsztatow z zakresu rozwoju osobistego, samomotywacji i realizacji celow. Rozpoczelam czytanie coraz wiekszej ilosci ksiazek o podobnej tematyce. Poznalam ludzi, dzieki ktorym wiecej zrozumialam, ktorzy pokazali droge. Tak na prawde to kazdego czlowieka, ktorego poznalam i mialam przyjemnosc spotkac na swojej drodze uwazam za nauczyciela. Nie bylo istotne zachowanie, reakcja czy wypowiedz. Najwazniejsze bylo dla mnie to, w jaki sposob ja odbieralam dany fakt, jak interpretowalam czy odpowiadalam na zdarzenia. Wieksza moc nabraly wowczas slowa PROSZE, DZIEKUJE i PRZEPRASZAM. Wszystkie 3 zwroty grzecznosciowe byly mi wmawiane do glowy od dziecka. Nigdy wczesniej jednak nie czulam sily ich dzialania zanim na prawde poczulam je w sobie.
Ze moge osiagnac w zyciu wszystko zrozumialam na studiach, kiedy to na ostatnim roku studiow magisterskich okazalo sie, ze naleze do grupy najlepszych studentow na uczelni. Dostalam sie na studia doktoranckie i przez rok czasu otrzymywalam stupendium naukowe oraz za wyniki w nauce w latach poprzednich. Dzieki tym pieniadzom przylot do Australii byl mozliwy.
Kiedy podejmowalam decyzje o wyjezdzie do Australii wiedzialam, ze jezeli uznam pobyt staly za cel to na pewno uda mi sie go zrealizowac. Nie do konca jednak bylam swiadoma, ze moze to byc dluga i ciezka walka.
Do konca roku 2013 wszystko wydawalo sie byc na prawde proste. Ale kiedy przyszedl czas podjecia decyzji i dokonania wyboru co do dalszej edukacji i mozliwosci pozostania a zachodniej australii pojawily sie watpliwosci. Zastanawialam sie, czy aby na pewno wszystko to jest warte zmiany kwalifikacji. Balam sie, ze jak juz raz odejde od swojego zawodu na dluzej to na pewno nie bedzie latwo powrocic do ulubionych zajec. I to byl czas kiedy musialam sie pozegnac z praca w labolatorium, grafika i projektowaniem. Pozostawilam w sobie tylko jedna pasje, ktora zawsze mi towarzyszyla. Fotografie.
Byly momenty, w ktorych pozytywne mysli nie wystarczaly. Potrzebowalam wowczas kartki papieru i dlugopisa. Niezbedna okazala sie wowczas codzienna praktyka zapisywania pozytywnych mysli kazdego dnia oraz ksiazka R.Byrne THE MAGIC. I tak, w 2014 roku rozpoczelam karmienie swojej podswiadomosci pragnieniami. Miesieczna praktyka polegala na zapisywaniu kazdego zdarzenia w bardziej pozytywnym wydaniu niz mialo to miejsce w rzeczywistosci, tak aby wszystkie negatywne aspekty zastapic pozytywna mysla.

Najlepiej zawsze pracowalo/myslalo mi sie nad tym siedzac w samotnosci nad oceanem. Czasami czulam sie dziwnie, klamiac sama przed soba lub wymagajac wiecej niz powinnam. Mijaja juz 4 lata, a ja nadal zbieram zniwo zasianych kiedys mysli. Usmiecham sie teraz sama do siebie bo widze jak wiele mozna osiagnac poprostu wierzac. Na jednej z moich bylych tablic marzen (co roku staram sie ja uaktualniac) mialam zapisane, ze jestem najlepszym pracownikiem roku. Zostalam wyrozniona jako jeden z najlepszych pracownikow w firmie StIves i nominowana na pracownika roku. Dobrowolnie odeszlam z pracy, zanim ceremonia przyznania nagrod miala miejsce. Postanowilam rowniez, ze zostane najlepszym studentem na roku, w szkole do ktorej uczeszczalam. Efektem tego marzenia bylo stypendium i wyjazd do Nowej Zelandii na konferencje studentow zagranicznych oraz wakacje. Zarowno jeden fakt jak i drugi mnie bardzo zaskoczyly, jako, ze nie bylam wowczas rezydentem tego kraju a moja znajomosc jezyka angielskiego wciaz wymagala poprawy. Takie sytuacje pokazuja, ze kraj ten jest otwarty na ludzi z poza granicy i stara sie traktowac kazdego na takich samych zasadach. Oczywiscie samo marzenie to nie wszystko, potrzebna jest rowniez motywacja i ciezka praca. Nadal sa jeszcze dziedziny, w ktorych moje marzenia spelniaja sie wolniej. Definitywnie jest to sport. Wynika to jednak z tego, ze nie jest to moj priorytet i nie poswiecam na to az tyle czasu ile powinnam. To, co na pewno bylo zawsze najwazniejsze to kamera i jej uzycie. Towarzyszyla mi od pierwszego dnia pobytu w Australii. I szczerze powiem, ze nadal jestem zaskoczona faktem, ze to wlasnie fotografia jest tym co pozwala mi zarabiac pieniadze w tym pieknym kraju!.

Kiedys bylo inaczej

Pamietam dokladnie czasy, kiedy to bardzo skrupulatnie odmierzalam minuty, aby z kazdego dnia wyciagnac jak najwiecej. Moj budzik byl nastawiony na godzine 6.07am, na autobus wychodzilam o 7.11am. Dojscie do szkoly zajmowalo 6 minut. Kazda minuta byla wyliczona. W calym natloku nauki mialam czas na obejrzenie filmu pozno wieczorem, wyjscie na spacer oraz dodatkowe prace. Tak bylo jeszcze do konca czerwca 2013 roku. Od juz prawie 5 lat mieszkam w Australii, gdzie bylo mi bardzo ciezko przystosowac sie do faktu, ze tutaj nie da sie pominac, obejsc czy przeskoczyc zasad. Jezeli jest potrzeba czekania to nalezy poczekac. Niezeleznie od tego, jak dobry jestes w danej dziedzinie – twoja kolej musi nadejsc. Nie pomoglo mi to wcale. A wrecz przeciwnie, bardzo mnie to zdemotywowalo. Kilka krotnie zalamywalam sie psychicznie, nie majac sily aby czekac dalej w niewiedzy.
Przez caly ten okres, w ktorym, patrzac z perspektywy czasu, wg mnie udalo mi sie bardzo wiele osiagnac, nie czulam sie na tyle pewnie aby moc opisywac swoje drobne radosci czy smutki – nie wiedzac co moze przyniesc nowy dzien. Balam sie, ze radosc dnia dzisiejszego – jutro moze zmienic sie w koszmar, niespelnione marzenie i porazke.
Lek ten minal w listopadzie 2017 roku. Wiza stalego pobytu zostala nam przyznana. To byl poczatek czasu, w ktorym znowu cos zaczelo sie dziac. Pomyslalam, ze mozna zaczac dzialac od nowa. I oto jestem.
Kilka miesiecy temu stracilam wszystkie dane z mojej strony internetowej. Znajdowalo sie na niej wiele motywujacych cytatow i tekstow, na ktorych napisanie poswiecilam znaczna ilosc wolnego czasu. Jezeli uda mi sie odzyskac czesc tego materialu to bedzie wspaniale, jezeli nie – zaczne od poczatku. Przerwa w pisaniu to okolo 4 lata. Swoje blogi prowadze od bardzo dawna, osmiele sie nawet powiedziec, ze pierwszy blog powstal wraz z pierwszym wykupionym pakietem Internetowym jaki posiadalam.
Pisanie to moja pasja. Czy uda mi sie do niej powrocic? Zycze sobie powidzenia.