Adventure with sport… sounds like not me!

Let’s be honest! Sport has never been my favourite activity. Ok, I was good at individual disciplines like running, gymnastic but never at team sports. I remember to play volleyball twice in my life and both times I broke something (thumb and hand). What a bad luck! I did not feel like sport girl and I was fine with this. Most of my life I thought that my body did not need improvement. In my opinion I looked perfect and my health was perfectly fine. When I was teenager I was so skinny and all exercises seemed to be too easy to me. I had never thought about muscles building or healthy diet. I was really flexible and able to do whatever I wanted with my body. Sometimes we think that if something is working well – it will stay forever! Unfortunately it does not work this way! As soon as I started Uni,  delicious and healthy dinners prepared by grandma were replaced with quick pasta dishes, burgers or pizza. Instead of fruit juice I had 7up. I got driving license and started use my car more often. My every day routine changed. And it was the time when I noticed that my body is not like my body anymore. We all changes through our life. 

Did I do anything about it that time? No, I just accepted my new body and life style. 

When I came to Australia in 2013 my eyes opened. I noticed how many people take care of their health, body/figure, they play different sports or do walking / jogging / running. I saw all those flexible girls on the beach doing yoga poses or full split with no issue. And was only dreaming, that one day it will be me! My husband quickly found his favourite – kitesurfing. I was only walking, trying to come back to my running routine from Secondary School but it was hard. As, I said, milion excuses: work, school, dinner, cleaning, friends.

It took me couple years to decide to start with gym exercises. Why I decided to attend gym and not do other sport instead, even if I had never before experience with all those heavy stuff? Muscles building. Of course, I did not want to look like muscular body builder. I just wanted to come back to my figure and make it even more perfect. Perfection for me means more muscles visible then fat. I did not think about 6pack. I just wanted to feel better and make sure that my muscles will not disappear completely one day before I die. It was a time when we both, with my husband, decided to completely take care of our health and we did it for more than 2 years. It was not only gym but also diet and life style. We had a good friends and it was much easier to motivate each other. In a meantime I did stretching, do IF method and some cardio too. 

Don’t remember now what stopped us to continue our routines. I tried different sports like pole dance, Zumba or pilates and could not find anything what could make me happy to continue. And diet? O No! I used to eat Hungry Jack’s about 4-5 days per week. I know – it was sick! And I know that I am addicted to it. Still trying to control myself as much as I can. 

Champions are not the ones who always win races – champions are the ones who get out there and try. And try harder the next time. And even harder the next time. ‘Champion’ is a state of mind. They are devoted. They compete to best themselves as much if not more than they compete to best others. Champions are not just athletes. 

Simon Sinek

When we tried to come back to our gym routine I did fell down on my back when roller skating. And this is how my adventure with sport ended… or maybe started? It took me several month to recover from Bulged Disc L5-S1 and Lower Back Pain with Sciatica. I only could do some light exercises and it was long term treatment. I visited physio several times and then started do exercises at home. O yes! Big mistake! I did yoga and stretch as I should not. It seemed to be ok to me but obviously, it wasn’t. Maybe I was able to reduce the pain but as a result I completely hurt my posture. Oh.. I could say much more about this but there is no point. Shortly after I got pregnant (with back pain) I was lucky enough to have my sister with me who is physio. She come to visit us and helped a lot with my back. As soon as I delivered and everything seemed to be right with my muscles and body, she took care of me. I am so grateful for this. We started with muscle relaxation and slowly introduced light exercises. Now, 6 months after delivery I am able to start again my adventure with weights lifting. Of course, slowly – step by step! I will present my exercises plan another day. 

I have also started healthy diet – not any special diet – just added more vegges, proteins and fish; also reduced white bread, snacks and soft drinks! I stopped with junk food. And looks like my weight is going down, my body fat is visibly reduced and I fell more comfortable to buy a new bikini! 

What did I learn? 

I should not overestimate my possibilities! and you shouldn’t too! Give someone else a chance to help you! You may be perfect in what you doing but remember that all successful people have their coaches! It may be hard. For me it was especially when my younger sister was telling me how to take care of my own body and what was better for me, but yes! She was right and I am glad I finally understood this! My positive thinking and vision board ware not enough! Action – that what need to be done!

If you want to achieve more – you need to trust people!

To find more information about me visit page http://molszak.com/about-me/


Seek out a personal coach or mentor. 
He/she should push you when you need it by encouraging and motivating you. 
Don’t be afraid of their honesty. 

Cathy Engelbert
Australia po 5-ciu latach…

Australia po 5-ciu latach…

“Nowy Rok – nowe plany, nowa przyszłość. Rok, który, przynajmniej dla mnie, wniesie dużo nowego, nowe przygody, nowe wydarzenia, inne życie. Planów tysiące i tysiące pomysłów. Więcej niż zwykle pracy i zaangażowania. Głowa pełna myśli, czas przepełniony podejmowaniem decyzji.
Życzę każdemu, aby Wasz rok również był przepełniony pracą, masą obowiązków, Dlaczego? Bo to oznacza zmiany. Zmiany, chodź nie zawsze na lepsze – są dobre. Dobre – dlatego, iż każda próba poszerzenia swojej strefy komfortu jest czymś ważnym, jest krokiem do przodu. Jeżeli chcecie coś w życiu osiągnąć to nie unikniecie zmian.” – takimi slowami rozpoczynalam nieco ponad 6 lat temu jeden ze swoich (jak sie pozniej okazalo) ostatnich wpisow na blogu (wiecej na http://mwyrwas.blogspot.com/2013/01/podswiadomosc-wybor-partnera.html).
Obecnie mija 5.5 roku od momentu kiedy wyladowalismy w Australii – przepelnieni radoscia i zarazem strachem przed zupelnie nieznanym jutrem. Okres przygotowan do tego wyjazdu byl dosyc dlugi i wymagal wiekszego niz zwykle wysilku. Rodzina i znajomi nie pomagali zadajac mase pytan, na ktore odpowiedzi byly rowniez i dla nas zagadka. Wiedzac, ze chcemy wyjechac do kraju, w ktorym opieka nad osobami starszymi jest na naprawde wysokim poziomie, a zarazem liczac na to ze najlatwiej bedzie zatem rozpoczac prace w tym zawodzie – za namowa siostry, rozpoczelam roczny kurs opiekunki spolecznej wraz z praktyka w zakladzie opieki nad osobami niepelnosprawnymi intelektualnie. W miedzyczasie utrzymujac swoje stypendium uczeszczajac na studia doktoranckie. Slub, zmiana danych w dokumentach, aplikacja o wize – Czas pedzil jak szalony. W glowie bylo wiele pytan, niezdecydowanie i lek.
Chociaz od zawsze uwielbialam wyzwania – zwyczajnie mowiac sie balam, nie dopuszczajac jednak do siebie mysli, ze mogloby sie nie udac. Wierzylam w siebie najbardziej jak moglam. Duza role odegral w moim zyciu film “the secret”, do ktorego wracalam codziennie i na podstawie, ktorego budowalam kazdy swoj dzien! Tablica marzen, “Potega podswiadomosci” J.Murphy, “The Magic” R.Byrne – towarzyszyly mi kazdego dnia, to na nich opieralam swoje pozytywne myslenie, probujac uchronic sie od negatywnych tekstow otaczajacych mnie ludzi.
W dosyc szybkim czasie (okres 2-3 miesiecy) udalo mi sie rozpoznac kwalifikacje w zawodzie Community Worker (cert IV), a zarazem prace na pol etatu w tej wlasnie dziedzinie.
Przez okres prawie 2 lat pracowalam nieustannie, od wczesnych godzin porannych w ciagu tygodnia, codziennie uczac sie w szkole popoludniami, a w weekendy pracujac w restauracji. Milion pomyslow na pozostanie w Australii przewijalo sie przez glowe, az pewnego dnia dostalam zaproszenie od szefa jednej z lepiej prosperujacych firm Aged Care w Zachodniej Australii. Rozmowa kwalifikacyjna dala mi nadzieje na pobyt staly (o tym innym razem).
Na calej swojej drodze musialam pokonac wiele trudnosci, udawac glucha na krytyke i opinie innych. Tak, bylo ciezko – wsparcia niewiele. Nie chcac utracic wiary w siebie, mozliwosci i przyszlosc staralam sie cieszyc wewnetrznie jak tylko moglam – nie pokazujac za zewnatrz jak bardzo jest mi zle czy dobrze.
Przez caly ten okres prawie 6-ciu lat poznalam wielu wspanialych ludzi, ktorzy byli przyjaciolmi, mentorami, nauczycielami. Bylo rowniez wiele satysfakcjonujacych momentow – student roku / mentor / stypendium na wyjazd do Nowej Zelandii na konferencje dla Studentow zagranicznych, zdjecie na okladce czasopisma dla studentow.
Rezydentami tego pieknego kraju jestesmy od listopada 2017 roku. Wniosek o obywatelstwo juz jest zlozony. Cieszymy sie wlasnym domkiem – w odleglosci 15 km od oceanu, stala praca i mozliwoscia podrozowania po tym niesamowicie pieknym regionie.
Obecnie odpoczywam od extra zadan, niesadze jednak aby potrwalo to dlugo. Zbieram sily i mam nadzieje, ze uda mi sie powrocic do pelnej motywacji juz niebawem.

Motywacja od podstaw

Ale od czego zaczac? Tego jest za duzo! Przeciez to nie na moje sily! Slowa, po ktorych wypowiedzeniu pozostajemy w stanie pustej bezczynnosci az do kolejnej checi wprowadzenia zmian w naszym zyciu. Coz, ilez razy kazdy z nas to juz przerobil?
Od czego faktycznie zaczac? Motywacja samego siebie nie jest w istocie prostym zadaniem. Łatwiej jest ustawiac innych niz podporzadkowac sie wlasnym zasada. Kiedy jednak rozpocznie sie juz zycie wg wlasnych zasad chce sie w nim pozostac na zawsze. Wg slownika jezyka polskiego: Motywacja – to zbior czynnikow sklaniajacych do dzialania. Wsrod rodzajow motywacji mozna wyroznic motywacje wewnetrzna i zewnatrzna. Bardziej zaawansowane jednak wydaje sie byc podzielenie przedmiotu na dwie nieco inne grupy:
Motywacja osiągnięć – związana jest z sytuacjami zadaniowymi traktowanymi jako wyzwanie i oznacza tendencję do osiągania ich na najwyższy możliwy sposób.
Motywacja związana z obrazem siebie – to tendencja do utrzymywania samooceny na zadowalającym nas poziomie, umożliwiającym efektywne działanie.
I wlasnie to efektywne dzialanie mi teraz chodzi po glowie. Aby nie poddawac sie kazdego dnia musimy zauwazyc pozytywne aspekty naszego dzialania. Co wiec ja robie abym mogla zauwazyc jak szybko praca posuwa sie do przodu? Bardzo prosta rzecz. Zapisuje na kartce to co mam zrobic. Moj kalendarz ma wszystkie kartki zapisane, tak aby nie bylo juz miejsca. Im wiecej zapisze, tym wiecej robie. Im wiecej robie tym dalej posuwam sie do przodu. Co zapisuje? Podstawowe czynnosci, takie jak zakupy aby nie zapomniec, swoj czas w pracy czy w szkole. Zapisuje rowniez dodatkowe czynnosci, ktore zaliczam do swoich celow. Tak samo jak planowanie urlopu w kalendarzu zapisuje średnioterminowe cele. Robie tak, gdyz wiem, ze wszystko co zapisuje ma wieksza szanse powodzenia niz to, czego nie zapisze.
Lubie miec swoje cele zawsze przed soba, niezależnie od tego czy sa one male, czy duze. Nie musza one byc na jeden dzien, moga byc na caly tydzien, ale tylko wówczas, gdy je widze przed oczyma, maja szanse sie spelnic.

I można by zapytać, ale co to ma wspólnego z motywacja. Otóż dla mnie wiele. To, co jest zapisane jest juz w 90% zrealizowane. A to, co mamy w głowie ma szanse na spełnienie tylko w 10%. I w tym caly sekret.
Jezeli wiem, ze cos ma wieksza szanse sie spelnic to automatycznie wieksza chec na podjecie dzialania sie pojawia.
I wiem, ze wiele osób w obecnej chwili myśli o tym, ze zapisywanie to strata czasu, lepiej go poświecić na cos innego. Jednak dla mnie nie jest problemem poświecić przerwę na lunch lub 7 min przed pójściem spać na cos co daje mi znaczne korzyści.